Operacja Sea-Spray: tajny test bakterii nad San Francisco
W 1950 roku mieszkańcy San Francisco nie wiedzieli, że nad ich miastem przeprowadzany jest eksperyment wojskowy z wykorzystaniem bakterii rozpylanych w powietrzu. Operacja Sea-Spray była częścią amerykańskich badań nad możliwością rozprzestrzeniania czynników biologicznych w środowisku miejskim. Wojsko chciało sprawdzić, jak aerozol może przemieszczać się wraz z wiatrem i jak skutecznie można rozprowadzić go nad dużym obszarem. W tym celu wykorzystano okręt, z którego rozpylano bakterie w kierunku wybrzeża. Jednym z zastosowanych mikroorganizmów była Serratia marcescens, bakteria znana z charakterystycznego czerwonego zabarwienia kolonii. W eksperymencie użyto również organizmu określanego w dokumentacji jako Bacillus globigii, który miał służyć jako znacznik rozprzestrzeniania aerozolu. W tamtym okresie amerykańskie instytucje uważały takie mikroorganizmy za stosunkowo bezpieczne, ponieważ nie zaliczano ich do klasycznych, śmiertelnych czynników broni biologicznej. Ocena ta okazała się jednak zbyt optymistyczna, a późniejsza wiedza medyczna pokazała, że bakterie uznawane za mało groźne mogą wywoływać zakażenia, szczególnie u osób osłabionych lub hospitalizowanych. Mieszkańcy miasta nie zostali poinformowani o eksperymencie ani nie wyrazili zgody na udział w badaniu. To właśnie ten szczegół sprawia, że Sea-Spray pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych przykładów testowania metod biologicznego rozpoznania na ludności cywilnej.
Wkrótce po eksperymencie w szpitalach odnotowano przypadki zakażeń Serratia marcescens, a jeden z pacjentów zmarł po infekcji. W późniejszych opracowaniach pojawiało się pytanie, czy śmierć można bezpośrednio powiązać z wojskowym testem. Nie ma jednak podstaw, by przedstawiać ten związek jako ostatecznie udowodniony. Sama zbieżność czasowa i obecność bakterii w środowisku nie wystarczają do pełnego odtworzenia drogi zakażenia konkretnego pacjenta. Znacznie lepiej udokumentowany jest sam fakt przeprowadzenia operacji oraz rozpylania mikroorganizmów nad obszarem zamieszkanym przez ludzi. Sea-Spray nie był odosobnionym przypadkiem, lecz częścią szerszych amerykańskich badań nad rozprzestrzenianiem aerozoli i podatnością miast na ataki biologiczne. W kolejnych latach podobne testy prowadzono również w innych miejscach, a część z nich ujawniono dopiero po latach. Historia tych eksperymentów pokazuje, że w okresie zimnej wojny granica między badaniem obronnym a narażaniem ludności na ryzyko bywała wyjątkowo cienka. Oficjalnym celem było przygotowanie na ewentualny atak przeciwnika, ale osoby znajdujące się w obszarze testów nie miały nawet świadomości, że stały się częścią wojskowego doświadczenia. Najbardziej niepokojący nie jest więc sam fakt użycia bakterii, lecz decyzja, by sprawdzić ich rozprzestrzenianie nad miastem bez wiedzy jego mieszkańców.