Cyfrowe więzienie: Smartfony, kamery i algorytmy. Czy człowiek jest dziś obserwowany przez cały dzień?
Nie potrzeba już funkcjonariusza stojącego na każdym rogu ulicy, aby gromadzić informacje o zachowaniu milionów ludzi. Wystarczy telefon, kamera przemysłowa, karta płatnicza, samochodowy system nawigacji i kilka połączonych ze sobą baz danych. Współczesny człowiek zostawia cyfrowe ślady niemal wszędzie, gdzie się pojawia. Część z nich powstaje świadomie, inne są rejestrowane w tle przez urządzenia i usługi, z których korzystamy każdego dnia. W efekcie powstał system obserwacji, którego możliwości jeszcze kilkadziesiąt lat temu wydawały się domeną literatury dystopijnej.
Najbardziej oczywistym narzędziem pozostaje smartfon. Urządzenie, które nosimy przy sobie przez większość dnia, może przetwarzać dane o lokalizacji, aktywności aplikacji, połączeniach sieciowych i sposobie korzystania z usług. Operatorzy telekomunikacyjni dysponują informacjami pozwalającymi określać przybliżone położenie telefonu na podstawie połączeń z nadajnikami. Aplikacje mogą natomiast uzyskiwać dostęp do lokalizacji, mikrofonu, aparatu czy kontaktów, jeżeli użytkownik przyzna im odpowiednie uprawnienia. Zakres gromadzonych danych zależy od systemu, ustawień, rodzaju usługi i obowiązujących przepisów.
Drugim elementem jest rozpoznawanie twarzy. Technologia ta pozwala porównywać obraz z kamer z wcześniej zgromadzonymi wzorcami biometrycznymi. W niektórych państwach wykorzystuje się ją w systemach bezpieczeństwa, na lotniskach i w przestrzeni publicznej. Jednocześnie organizacje zajmujące się prawami człowieka zwracają uwagę na ryzyko błędnej identyfikacji, dyskryminacji i nieproporcjonalnego nadzoru. Szczególnie niepokojące są sytuacje, w których dane biometryczne są wykorzystywane bez odpowiedniej kontroli prawnej.
Kolejną warstwę stanowią dane finansowe. Płatność kartą, zakup internetowy czy korzystanie z programu lojalnościowego tworzą informacje o preferencjach konsumenta. Firmy mogą analizować częstotliwość zakupów, lokalizację transakcji i zainteresowania klientów. Na tej podstawie tworzone są profile marketingowe, które pozwalają przewidywać przyszłe zachowania. W wielu przypadkach użytkownik nie widzi pełnego obrazu tego, jakie informacje są zbierane i z kim mogą być udostępniane.
W Stanach Zjednoczonych duże kontrowersje wywołał program PRISM, ujawniony przez Edwarda Snowdena w 2013 roku. Dokumenty przekazane dziennikarzom wskazywały na rozbudowane mechanizmy pozyskiwania danych elektronicznych przez amerykańskie służby wywiadowcze. Sprawa doprowadziła do międzynarodowej debaty na temat masowej inwigilacji, współpracy firm technologicznych z państwem i granic prywatności. Nie wszystkie publiczne interpretacje programu były zgodne z dokumentacją, ale ujawnienia Snowdena bez wątpienia zmieniły sposób, w jaki społeczeństwo postrzega cyfrowe bezpieczeństwo.
Nie mniej ważne są systemy reklamowe. Wielkie platformy technologiczne analizują aktywność użytkowników, aby dopasowywać reklamy i treści. Nie oznacza to, że każde urządzenie potajemnie nagrywa wszystkie rozmowy. Wiele pozornie niezwykłych dopasowań można wyjaśnić analizą wyszukiwań, lokalizacji, zainteresowań, zachowań zakupowych i aktywności osób z podobnego otoczenia. Skuteczność profilowania bywa jednak tak duża, że użytkownik może odnieść wrażenie, iż telefon czyta mu w myślach.
Osobnym problemem jest rozwój sztucznej inteligencji. Algorytmy potrafią analizować ogromne zbiory danych, wykrywać zależności i przewidywać określone zachowania. W administracji, finansach, transporcie i systemach bezpieczeństwa takie rozwiązania mogą przynosić korzyści, ale równocześnie tworzą ryzyko automatycznego podejmowania decyzji bez wystarczającej kontroli człowieka. Jeżeli dane wejściowe są niepełne lub obciążone błędami, system może niesprawiedliwie oceniać konkretne osoby.
Nie trzeba zakładać istnienia jednego centralnego centrum dowodzenia, aby dostrzec skalę problemu. Informacje o człowieku są rozproszone pomiędzy operatorami, bankami, platformami internetowymi, pracodawcami, administracją i producentami urządzeń. Każda instytucja może dysponować tylko fragmentem obrazu, ale połączenie danych potrafi stworzyć bardzo szczegółowy profil życia jednostki.
Najważniejsze pytanie brzmi, kto kontroluje dostęp do tych informacji i jakie ma możliwości ich wykorzystania. Czy obywatel powinien mieć prawo wiedzieć, jakie dane są o nim gromadzone? Jak długo mogą być przechowywane? Kto odpowiada za ich wyciek albo wykorzystanie w sposób sprzeczny z pierwotnym celem? Cyfrowa wygoda ma swoją cenę. Problem zaczyna się wtedy, gdy użytkownik przestaje rozumieć, za co dokładnie płaci swoją prywatnością.